IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  Zaloguj  

Share | .
 

 Łagodny Wodospad

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Czw Sie 08, 2013 1:50 pm

- Mało o sobie wiemy, owszem. Ale na to teraz chyba nic nie poradzimy.
Wzruszyła delikatnie barkami, rozglądając się dookoła. Nagle, jakby coś zobaczyła... zmyła się. Uprzednio jednak szepnęła w stronę Austina "przepraszam".

zt.
Powrót do góry Go down
Austin
Drzewołaz
Drzewołaz



PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Czw Sie 08, 2013 1:54 pm

I został sam. Książę bez księżniczki, Lavero. Nawet pantofla nie zostawiła. Wiec jak jej szukać? Jak ją odnaleźć? - Żegnaj. - odparł za nią, ale już nie było szansy na to by dosłyszała. Żadnej. Za daleko była, a wiatr dźwięku nie doniesie.
Spojrzał gdzies w dal. Jak to wszystko sie skomplikowało, zmieniło. Łatwiej żyło mu się wczesniej, albo w słodkiej niewiedzy.
Chciałby się cofnąć.

Zwiał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rinnie
Temperament
Temperament


Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Czw Sie 15, 2013 4:50 pm

Stała tak sobie, z szeroko otwartym pyszczkiem, zadartym zresztą, zezując z najwyższym skupieniem na wodospad, znajdujący się przed nią. Tak, tak. Przed nią. Stała w wodzie i jakimś cudem opierała się nurtowi, nazbyt zdziwiona tym, co miało okazję wpaść w jej oko.
Wodospad.
To on szumiał tutaj za każdym razem, kiedy się pojawiała.
Wodospad.
Ciekawe, czy da się w niego wpaść?
Wodospad.
Myślisz, że ciebie nie lubi, Rinnelis?

Ano tak.
Nikt ciebie nie lubi.

- Wodospad.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kruk
Cierniste Ostrze
Cierniste Ostrze
avatar

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Czw Sie 15, 2013 7:20 pm

Życie to popłuczyny. Nie było co do tego większych wątpliwości. Oczywiście, jeśli już wykluczyło się bycie mną.

Ogromny kształt trzymał się mroku, jakby w obawie, że gdy tylko wychyli się poza ten parasol anonimowości, cały czar wieczornego spaceru trafi szlag. Błyszczały jedynie kawałki zębisk uwydatnione dzięki podwiniętej przez przypadek wardze i oczywiście... Stalowoniebieskie oczy o zachłanności wygłodniałego szakala; zapatrzone na migocącą wodę wodospadu brawurowo spadającą w dół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rinnie
Temperament
Temperament


Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Czw Sie 15, 2013 7:35 pm

Szuuu. Szuuu. Szuuu.
- Szuuu - przytaknęła po chwili zastanowienia borderka, siadając w wodzie z pluskiem, nieustannie zezując na wodospad, kuląc uszy. Pamiętała kilka rzeczy z tym związanych. O, pamiętała korzeń. To było chyba nawet niedaleko. Pamiętała... drzewo. I strumień. I coś niebieskiego... wodę? niebo? mroczki przed oczami? a może...? Nie. Kim był Patch Cipriano? Dlaczego... Dlaczego oni to jej wszystko robili?
Pyszczek dalej był otwarty, Rinnie wyglądała dzisiaj wybitnie głupio. Jakoś tak bardziej tępo niż zwykle... to nawet nie były jej myśli, do jasnej ciasnej. Wszystkie podsuwał Iruel, bo Rinnelis powoli zaczynała odkrywać zjawisko grawitacji. Ach ten Newton. Ach ta fizyka, ach to...
Odwróciła się nagle, wodząc uważnie spojrzeniem po okolicy, jakby poczuła czyjąś obecność... Nie. Och, zajmij się już sobą Rinnelis.
Weszła głębiej w wodę, najwidoczniej zapominając o ostatniej, bardzo niewygodnej zresztą, relacji woda-jej sierść. No i... jej umiejętności pływackie.
Ale to przecież wodospad. Wodospad robi szuuu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kruk
Cierniste Ostrze
Cierniste Ostrze
avatar

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Czw Sie 15, 2013 7:51 pm

Podwójnie zabawne. Co takiego, Gabe?
Sytuacyjny pstryczek w nos. Odświeżenie pamięci za pomocą krajobrazu, który zamiast zaciekawić swoją świeżością, gnił w podświadomości (ta dziwka miała naprawdę dobrą pamięć). Zdolności wychwytywania szczegółów oraz ich późniejszej obróbki stanowiły umiejętność, jaką, z perspektywy czasu, cymbał śmiesznie się szczycił. Problemy zaczynały spychać go z życiowej zjeżdżalni w dół, kiedy przychodziło do wiązania z daną okolicą konkretnych wspomnień, z kolei związanych z jednostkami. Zaplątane jak ruski bicz, prawda? Nie w smak zupełnie Godnemu Skurwysynowi. Zmarszczył sfrustrowany nos, wzywając imię pana nadaremno naprzemiennie z obrażaniem czyjejś matki. I właśnie wtedy znów zarobił nasz biedny diabełek. Nagle przebudził się z drzemki południowy wietrzyk, co nacierał na uwrażliwiony węch szmatławca, niósł w podarku coś ze sobą. Rozpoznałby ten zapach, ku uściśleniu nie z powodu romantycznych uniesień. Rozpoznałby go ze względu na wręcz szkodliwą ilość oddychania nim w przeszłości. Tożeś dopiero teraz tak naprawdę, kurźwa, wdepnął.
Czarny bardzo ostrożnie, jakby naśladował opóźnionego w rozwoju, przekręcił durny łeb niczym początkujący złodziejaszek oglądający się przezornie na pobliski komisariat. W rzeczywistości cały cyrk był po to, aby mógł zgwałcić zadumanym spojrzeniem Rinnelis, która irytowała nieostrością - kilka rozproszonych plam. Zbyt daleko. Zmrużył gigantyczne oczyska, bezwiednie wpadając przy czynionym wszystkimi czterema łapskami w płyciznę przybrzeżnej wody. Jedyny powód do szczęścia? Brak. No dalej! Coś być musi. Okazałe drzewo, czort wie jakiego rodzaju, dalej stanowiło zlewający się z kruczoczarnym futrem cień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rinnie
Temperament
Temperament


Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Czw Sie 15, 2013 8:12 pm

Ciekawe, co by było, gdyby nasza mała Rinnelis zorientowałaby się, co się z nią dzieje. Gdyby zrozumiała cokolwiek z zawiłych konwersacji, gdyby opasała ubogi rozumek wstęgą umiejętności dedukcji, gdyby otworzyła oczka i przejrzała nimi, a nie jedynie rozwierała je w zszokowanym wyrazie... Może byłaby wtedy mądrzejsza. Doświadczona o jakąś jedną trzecią. Może zyskałaby coś takiego jak zdrowy rozsądek. Może zrozumiałaby, że wyobraźnia nie jest od motylków, wspaniałych krajobrazów czy pięknych chwil mimo wszystko obszywanych bardzo grubą nicią (chociaż oczywiście nie było tam nic brudnego, o nie - wszystko było po prostu idealne)... Wyobraźnia jest do wysnuwania wniosków. Jeżeli zachce ci się podpłynąć do wodospadu, naraz ta wyobraźnia powinna ci podsunąć niezbyt słodki obrazek biało-czarnego topielca ostatkiem sił poszukującego tlenu... Dlaczego tak się nie działo? A może ty po prostu to wszystko widzisz, ale nie ufasz tym obrazom i musisz je koniecznie przetestować? Jak wtedy, kiedy przesadziłaś z tym całym alkoholem... kiedy dostałaś tą przepowiednię... Kiedy okazało się, że dostaniesz wycisk od jakiegoś smoka. Wnioski, Rinnelis. Jeżeli każesz komuś iść, nie tęsknisz potem za nim i nie żałujesz tego. A co z ciebie wyszło teraz? Teraz... Nie, właściwie czujesz się dobrze. Nie ma przyjaciół, nie ma problemu. Co za brzydkie myśli...
Rinnie przetrzepała łapami wodę, usiłując z podpłynąć w stronę wodospadu, ze skutkiem co najmniej... marnym. Nie radziła sobie i widać to było wyraźnie. Wyraźnie również było widać, jak bardzo się tym przejmuje - jedynie usiłowała bardziej przebierać łapkami... Wtedy po raz pierwszy woda ją po prostu przykryła, ale Rinn, o dziwo, wynurzyła się, oddychając bardzo ciężko i na chwilę zatrzymując się, wytrzymując krótką chwilę w miejscu. Bolała ją głowa przez te iruelowe krzyki. Że co? Dlaczego nata onna miałaby się rozglądać...? Nikogo tutaj nie ma. Nikt się nie będzie śmiał!
Bul. Bul. Bul.
Ojej, znowu.
Chociaż... gdyby zobaczyłaby to spojrzenie, wahałabym się nad stwierdzeniem, czy Rinnelis by się przestraszyła, czy ucieszyła... Co za głupie myślenie. Jednak w końcu udało jej się jednak wynurzyć i, zapominając o tym, że nie ma pod łapkami gruntu, rozejrzeć się.
- Słucham? - nie lepiej "hop, hop"? Albo "jest tu kto?"... Tylko jakieś "słucham"? O, znowu pod wodą.
Raz na wozie, raz pod wozem, hihi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kruk
Cierniste Ostrze
Cierniste Ostrze
avatar

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Czw Sie 15, 2013 8:36 pm

Ciche westchnienie zmęczonego pokonywanym codziennie bezcelowo dystansem starca, starca znającego życie jak własną kieszeń oraz wreszcie starca, którego doświadczenie było porównywalne do ilości siwych włosów… Opuściło krtań ciernistego. Nieraz słyszał opowiastkę o lubiącej zataczać koło historii, ale niezmiennie kwitował to kpiarskim wyrazem nieokrzesanego ryja. On wiedział lepiej, jakie powinności ona miewała – lubiła kopać wszystkich po dupie i zawracać jak bumerang do tych chwil, które najmniej chcieliśmy zobaczyć. W  krótkim stęknięciu, z pozoru nieprzystosowanym do dźwigania takiego bagażu emocji, zdołał upchnąć dosłownie wszystko. Rozgoryczenie, rozeźlenie, a nawet karykaturalny smutek. Wiedział, mimo braku dyplomu zaświadczającego o ukończeniu kursu z jasnowidzenia, że lada moment wskoczy płynnie w skórę samarytanina i po raz kolejny własną tężyzną ocali coś, co jako najsłabsze ogniwo nigdy nie powinno zostać dopuszczone do egzystencji. Właśnie tak. Po cholerę dwukolorowe, zielonookie straszydło ma przemierzać ziemską połać, podczas gdy wielka jednostka, taka jak on, musi dostawać wrzód na wrzodzie? Na wszechwiedzącym ekranie, gdzie wyskakują zawsze odpowiedzi raz za razem pojawiają się błędy, tak zwane „errory”…
Z miną urażonego anioła, perlący się od rozbryzgiwanych wszędzie wodnych kryształów (takich nietrwałych, a takich pięknych), wyszedł z mroku Gabriel. Osuwał się, niknął coraz to bardziej pod naporem mas wody, aczkolwiek ani na chwilę nie zamierzał przeprawić obranego kursu, jakiego koniec wyznaczało jedyne tu obecne, jedyne takie bezradne istnienie. Niedbające o delikatność kły zatrzasnęły się na karku Nata onny, przy okazji zalawszy wnętrze mordy wściekłą cieczą. Nie podobało się jej to, że po raz kolejny Christensen zamierza wyrwać z sideł żywiołu dawno namierzoną ofiarę. Chrzanić to.

***

Jakiś czas później, a konkretniej parę sekund od stwierdzenia faktu, że tym razem wcielenie się w ratownika pójdzie z pewnością na marne… Znaleźli się we dwójkę na niewielkiej wysepce piachu, co odgrodzona od stałego lądu przerażała klaustrofobicznymi wymiarami. Grunt, iż sucho, co nie? Posadził mokre dupsko na ziemi, świszcząc jak paralityk, zamiast zwyczajnie oddychać.
Nie patrz tam, nie patrz, nie patrz. Idiotycznie stronić od czegoś, czemu przyjrzenie się byłoby wskazane skoro już bawiło się w anioła stróża, lecz nie zapominajmy z kim mamy do czynienia. To do diaska Gabe.
Gabe Christensen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rinnie
Temperament
Temperament


Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Czw Sie 15, 2013 9:00 pm

Ojej. Ojej. Ojej. Coś płynęło w jej stronę! Kiedy ona się topiła! Czy w słodkich wodach żyją może... rekiny? A może to dzikie kaczki czekające na dobry moment, by obgryźć padlinę, która zostanie z Rinnelis? Piranie...? Nie, piranie nie są czarne. I nie aż takie duże. No i wszystko jasne... krokodyl. To było jedno z bardziej racjonalnych wyjaśnień. No, wszystko było bardziej racjonalne od tego, co się stało potem... No bo to nie było możliwe. Ba, to było wręcz zakazane, by takie coś miało rację bytu. Rinnelis nie wierzyła w taki obrót spraw - jej komentarzem do tego byłby okrągły pyszczek i "to Ga... on nie stałby na brzegu i nie przyglądałby się temu, w milczeniu świętując śmierć Rinnie jako jednego z największych wro... Oj, nie powiemy ani nie napiszemy tego, by broń boże, ktoś nie wykorzystał tego przeciwko tobie. Nie jesteś niczyim wrogiem. Lubisz wszystkich. Nikt nie lubi ciebie. Ale jak się topisz, ba, nawet jak po cichu cieszysz się ze swoich skłonności... samo... nie, nie, nie. Ktoś chciałby cię uratować? No, żeby potem dobić. Ale... to chyba by bolało. Bardziej, od szarpnięcia, którym potraktował ją on, kiedy wygarnął ją z tej wody i wyciągnął... Dlatego pozwoliła sobie na bezczelne zmierzenie od stóp do głów wybawiciela, który chyba rzeczywiście nie pozwolił na to, żeby siły natury ją zniszczyły, żeby on sam mógł dopełnić dzieła. I... bała się. Oczywiście. W końcu nie należała do typów, które wypinały dumnie pierś i krzyczały, by celować tutaj. Strach był zawsze uzasadniony. Odwaga zawsze łączyła się z szaleństwem... Co nam po martwym bohaterze? Z drugiej strony... Co nam po żywym tchórzu-Rinnelis. Tylko psuje wszystkim humory. A jej wyłowienie... zły połów, panie Christensenie. Bardzo zły.
Pierwsze - odsunąć się byle dalej od jego ciała, znaleźć się grzbietem do niego i tylko zerkać na niego co jakiś czas "dyskretnie", "jednym oczkiem". Huh, może byłoby to bardzo dyskretne, gdyby nie to, że jej łepetynka przemieszczała się z miejsca co kilka sekund, racząc jego całą sylwetkę niepohamowaną ciekawością... nie. Spokój. Zamknij oczy i powtarzaj. "Tylko gra. Moje popieprzenie. Ukartowane, odegrane. Takimi ofiarami losu. Zamek z piasku. Przypływ. Milion razy. Diaska. Co to, do jasnej, są diaska?!" I jeszcze to, że na nią nie patrzył... Może wyglądała aż tak paskudnie? Jak zwykle? Brrr... Zamknęła oczka, by udawać, że jest na to odporna, ale zaraz je otworzyła, zerknęła na Gabe'a i...
- Szuuu - wyciągnęła łapkę, by musnąć nią jego postać... bądźmy realistami. To tylko tafla wody, a nie jakiś Christensen.
O matko, Rinnie.
Przestań tak łypać, bo cię jeszcze będzie o coś posądzał.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kruk
Cierniste Ostrze
Cierniste Ostrze
avatar

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Czw Sie 15, 2013 9:28 pm

Prędzej, czy później spodziewał się takiego obrotu sprawy. Za złe uczynki przewrotny los bardzo lubił wymierzać siarczyste policzki. A to, że podłe występki Kary z pasją szaleńca kolekcjonował, obcałowując później każde jak swoje oprawione w ramkę trofeum, jeszcze dodatkowo drażniło opatrzność i prowokowało ją do bezlitosnego działania. Scenariusz tego spotkania, kolejnego z serii „zjedzmy siebie nawzajem” napisano chyba samą krwią, coby jeszcze dodać jemu upiorności. Chociaż nasz kochany egoista najbardziej w świecie pragnął dać z powrotem nura, aby następnie móc z triumfem obwieścić, że nic z przed chwilą odbytych rzeczy nie miało miejsca , to było to fizycznie niemożliwe. Nieosiągalne dla bezsensownie drżących mięśni, którym z maniakalnym uporem próbował wmówić, że to wszystko wina cholernego zmęczenia. Z tą różnicą, iż Gabe jest zaprawionym w wędrówce banitą, a nie ciotą, jaka uratowawszy z opresji nierozważną księżniczkę, potrzebowała spoczynku.  Sensu jego absurdalnego zachowania należało zatem szukać w psychice, ale akurat tam Kruk nie miał zamiaru się zapuszczać przed wcześniejszym upiciem się, zasztyletowaniem rozumu, a następnie wykopaniem dla siebie grobu – już po odkryciu strasznej prawdy, jakakolwiek by ona nie była. Panującą atmosferę porównywał sobie w myślach do żarzącego się paleniska. Co ciekawsze to wcale nie on bez przerwy dorzucał do niego kolejnych gałązek podchwytujących z łatwością płomień. Niewinne z pozoru spojrzenia Ognistej (o ironio), o których oczywiście podświadomie wiedział, odczuwał na skórze zupełnie tak, jakby ktoś gasił na nim kolejne papierosy. Stopniowo robiło mu się naprawdę zbyt… Ciepło. Za gorąco. Już parzy.
- Kurwa.
Burknął agresywnie król gburów w przebłysku monumentalnego geniuszu znalazłszy w prymitywnym słowie ostoję dla napiętych do granic możliwości nerwów. Nie od dziś wiemy przecież o nerwowości samca. Najłatwiej przecież o odzyskanie dawnego miejsca w grze za pomocą starych metod. Z tym, że on już nie poznawał tej gry. Nie rozróżniał, czy to rozbierany poker, czy szachy.  Na dotyk, znowu oprószony tą niby naiwnością, zareagował odskoczeniem w tył, co naturalnie poskutkowało ponownym starciem z wodą. Żenujący, niezamierzony skok w bezwzględnie chwytającą wszystko co się nawinie toń w jego mniemaniu był czymś lepszym od ponownego obcowania z łaciatą. Bez większego zapału wytaszczył na powierzchnię kończyną za kończyną, aż wreszcie… Spojrzał. A patrzył natarczywie jak zawsze, z niezrozumiałą wiązanką pogardy oraz błagania w pakiecie.
Witamy ponownie.
Dziękujemy za skorzystanie z naszych usług.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rinnie
Temperament
Temperament


Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Czw Sie 15, 2013 10:06 pm

Już nie na palcach jednej ręki moglibyśmy okazje, w których Gabe mógłby Rinnelis utopić, wysłać do diabła czy wylać na nią hektolitry wody święconej. Już nie w setkach a w tysiącach liczyliśmy straty moralne, powodujące jedną wielką emocjonalną dziurę w osobowości Rinnie, trafiając dokładnie w sam punkt powoli odgrzebujących się, rewitalizujących czy regenerujących się resztek dojrzałości, które na nowo po prostu wstały, otworzyły drzwiczki, nad którymi jarzył się zielony napis "wyjście ewakuacyjne" i poszły szukać lepszego żywiciela. Co w ogóle przygnało je tutaj, do łebka Rinnelis? Nadzieja na nawrócenie się borderki? Przytulenie jej z powrotem do społeczności, zaufanie jej i życie z nią, nie pozwalając na to, by cofnęła się w rozwoju...? Ależ Rinnie. To ty to wszystko psujesz, patrząc na niego. W istocie - podżegała ogień, ale ten ogień nie miał prawa, czy tam racji bytu. Bo nie żyjemy w bajkach, bo feniksy w środowisku dostrzegane są tak często, jak smoki, bo... nie i już. A przecież ostatnie, czego chciała, to krzywdzić kogoś innego, bo po części krzywdziła siebie. Podwójnie. Czuła, jak się rozpada, z każdym ukradkowym spojrzeniem, ale zbywała to jakąś głupią i bezsensowną myślą. Z każdym rzutem pojawiało się "o, czy na tym drzewie ma gniazdo jakiś ptak?" pod adresem drzewa tuż za czerepem Christensena... następne: "hmh, a tak właściwie to jakie to drzewo? Ma igły czy liście?"... Nie wnikajmy, co jest dalej. Ważne, że chyba na początku nie rozumiała, co robi, aż do chwili, kiedy nie usłyszała rzeczownika, który na początku spowodował u niej dezorientację, a po chwili... po chwili przyszło jej być świadkiem wydarzenia, które... Tak, skutkowało po prostu mini-atakiem serca, coś zadudniło, zrobiło jej się ciemno przed oczami... Dlatego chyba skuliła się w kłębek, jednak nie przerywając czuwania nad zachowaniem Gabe'a, ale teraz jakby uciekając od spojrzenia, do którego tak zawsze wciąż i wciąż ją ciągnęło... magnes. To nie były oczy, to były dwa cholerne magnesy, dla niepoznaki tylko pomalowane na niebieski kolor. Powinna się poczuć oszukana, ale fakt, że mogła zwalić to przyciąganie na magnesy... to ją pocieszało. "Hej, Ga... panie Christensenie, przytul mnie". Co za głupi postulat. Miało być dobij, nie prz... och. No. Dlaczego tak się zmienił? Co ona zrobiła? Co on sobie zrobił? Dlaczego?
- Och - jestem zagadką, odgadnij mnie. A może naprawdę jesteś taka dwulicowa? Pozbawiona skrupułów i, i, i... po prostu zła? Może powinnaś go znowu związać i zaprowadzić do lochów Ognia? Może powinnaś zrobić coś dobrego dla świata, czyli nauczyć się pływać w ekspresowym tempie i odpłynąć? Może...? - Co to jest ta, to, ten... "kurwa"?
Mógł krzyczeć. Ale nie chciała widzieć tego błysku w jego oczach. To był nieprawidłowy błysk. Chciała zobaczyć ten firmowy błysk w oczach Gabe'a. Nie chciała widzieć, co zrobiła... Ale nie mogła odwrócić widma wzroku od jego oczu.
Wyżymało ją jak ścierkę. Ale tylko wnętrze, wszelkie bebechy i rozum, bo na zewnątrz dalej wyglądała i była jak zmokła kura. Z jej oczu nic nie dało się wyczytać, po prostu były przeszklone - albo jak u lalki, albo jak u osoby gotowej się rozryczeć.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kruk
Cierniste Ostrze
Cierniste Ostrze
avatar

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Czw Sie 15, 2013 11:02 pm

A co jeśli liczące tryliardy pcheł oddziały zasiadły w sierści Skurwysynka, żeby w jednostajnym dzikim rytmie skakać po psich piszczelach  i  wywołać przy tym efekt drżenia? Przecież nie istniał żaden racjonalny powód, aby do tego stopnia się trząść, bo ani ziąb, ani jakiś wykreowany przez wyobraźnię ból nie były dostatecznie silne. Któraś z aktorskich masek Syna Kruków przeistaczała się właśnie na jego oczach w garść nieprzydatnego pudru, chociaż przecież gdy ją zakupywał przekonywali go, iż wykonano ją z odpornego na doprawdy każdy atak betonu. Przypadkowe bardziej, bądź mniej muśnięcie przez równie przypadkowo spotkaną Rinnelis nie mogło przecież ot tak rozsypać jednego z sześciuset doskonale różnych wizerunków Gabe`a - nie pozwalał na to ani racjonalizm, ani on sam. Domena tchórzostwa brylowała samotnie na parkiecie aktualnego charakteru przejętego przez Christensena i nie sposób w żaden sposób odgadnąć, czy po raz enty wykorzystywał teatralne zdolności, czy też wreszcie powstała zadra na dotychczas nieskazitelnej tarczy wzbraniającej dostępu do prawdziwego, jakkolwiek idiotycznie to brzmi, psiska.
- Patrzenie na Ciebie, gdy tak się zachowujesz jest jeszcze gorsze niż niepatrzenie w ogóle.
Zarzucił jej wzorcowy hipokryta, manipulując przy tym na dodatek wyniośle zimnym głosem do tego stopnia, że nawet trawa pod łapami zechciała raptem przykryć się choćby pierzynką śniegu, byleby jak najdalej od arktycznego barytonu. Nagle stał się specem od dziwności? Takie wyssane z palca bzdury zasługiwały tylko na tytuł heroikomicznego szajsu. Głuche zapytanie o przyczynę skandalicznego traktowania i bez tego do żywego dotkniętej „nową scenerią” czarno-białej. krążyło z zaklejonymi ustami po świadomości pana cierni, bezradnie zwieszało ręce nad głupotą owczarka. Chociaż materiału pod wieloletnią analizę nie brakowało, to i tak najbardziej niepojęte ze wszystkiego zostawiłam jeszcze na deser. Otóż… On sam nie pojmował swojego postępowania. Być może otoczył się różnokolorowymi włóczkami cudzych cech, aż stracił zupełnie z oczu własną unikatowość polegającą na byciu wszechstronnym marionetkarzem? Bzdury. Od pierwszego momentu, w którym w intymno-wrogiej relacji z zielonooką pojawiły się niejasności większe niż zazwyczaj, doskonale wiedział, co też się kroi. Odkrywanie tego typu rewelacji w momencie, gdy zupełnie nie pokrywały się one ze wstępnym planem, paraliżowało nieznośnie, jakby nagle zostać pokąsanym przez kobrę, a następnie być pozostawionym na pustkowiu, gdzie jedynym towarzyszem jest jad rozsadzający żyły.
A przecież Godny wybrał  z dużym wyprzedzeniem kreację na ten wieczór, dla tak zwanego zmylenia przeciwnika (ach te nawyki) uprzednio klucząc po jeszcze innych ścieżkach, po których mogłaby się niby potoczyć dzisiejsza rozmowa. Potrzebował tylko dosłownie odrobiny charakteryzacji, aczkolwiek i tak przez debiutowanie tejże odsłony własnego popierdolenia, całe przygotowania zdawały się ciągnąć w nieskończoność. Kruk przyłożył dziś do twarzy foremkę szczerości. Pasowała idealnie. Zacznijmy główne przedstawienie, nim przestanie nam magicznie dogrywać mała orkiestra żab oraz cykad. Księżycowy reflektor także na wpół oświetla lico, a na wpół kąpie je wciąż tajemnica. Tak doskonale... Akcja.
Jak to niejednokrotnie bywało, na zapytanie Ognistej w odpowiedzi sprezentował jedynie brak odpowiedzi. Chociaż gdyby ktoś przyjrzał się uważniej, na przykład tak jak zdawała się to robić sama zainteresowana, zauważyłby dalekie rozbawienie cyjanowych ślipi. Zaraz jednak to mocno nieodpowiednie uczucie zostało zaduszone oraz w efekcie zgonu poprzedniego zastąpione innym - bardziej zdeterminowanym rodzajem całkowitej powagi.
- Być może pamiętasz... Wspomniałem o tym, że spotykanie się z Tobą jest wysoce nieodpowiednie, Rinnelis. Jak jednak zdążyłaś się przekonać… - przerwa, by na pole martwej mimiki mógł wkroczyć cyniczny uśmieszek.
- …robię wszystko, żeby sprzeciwiać się dosłownie wszystkiemu. W tym powyższemu. Dlatego chcę… - czyżby dla odmiany teraz nie potrafił wyrażać się chociaż trochę minimalizując rozlazłe pauzy? Cholerny Gabe. A teraz co robisz? Kolego! Całkowicie mi się wymykasz. Zniżył odrobinę czerep, ponieważ dzięki temu prostemu zabiegowi bez przeszkód mógł sadzić się na szmaragdowe oczy ulokowane po przeciwnej stronie wysepki. Wówczas w głowie samca odżyły gwałtownie ostrzegające przed dokonaniem tego typu masochizmu wspomnienia ostatniej ze schadzek, jak wszyscy wiemy zakończonej gigantycznym fiaskiem. A jak się z tego wybronisz, skończony debilu? Fakt faktem w impulsywnym gdybaniu nad doborem odpowiednich słów na tę partyjkę, całkowicie zgubił tamtą niewygodną dla nowego wizerunku sytuację.
- Chcę żebyśmy zostali przyjaciółmi, Rinnelis.
Niedobrze. Olśniewający po szczenięcemu uśmiech uroczyście rozpłatał wąską linię, jaką do tej pory stanowiły zwarte wargi. Nawet teraz trzymał się kurczowo władczości, niczym przepustki otwierającej przed nim wszystkie drzwi. No tak. "Chcę" zamiast "Chciałbym". Niektórym wcześniej niż później zaleca się pobyt w wariatkowie, kiedy już zdołają odsiedzieć wyrok w więzieniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rinnie
Temperament
Temperament


Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Pią Sie 16, 2013 8:25 am

Widziała to wszystko. Drgnienia, które wstrząsały jego ciałem skomentowane były wytrzeszczem oczu i znowu bardzo, bardzo nieopatrzną chęcią pomocy postaci, dla której ta wysepka, jak jej się wydawało, powinna być za mała - nie zmieściłaby się tutaj przecież Rinnelis, egoizm Gabe'a i sam pan Christensen w swojej najgorszej, ale najczystszej postaci. Szmaragdowe ślepia rozszerzyły się delikatnie, niezmiennie jednak łypiąc z nawet nie chłodną, a jakoś wyjątkowo ciepłą nutą zainteresowania. Było jej smutno, że po części ona mogła się do czegoś takiego przyczynić, ba... wszystko chyba, czego by chciała to przestać powtarzać sobie wkoło i w koło z uporem maniaka jego słów, które wyrzucił z siebie w tamtej jaskini... były tak niewiarygodnie niewiarygodne, ale wyglądały chyba bardziej prawdziwie od całej tej chorej relacji, w którą się wplątali. Dlatego teraz patrzyła, zwinięta w kłębek, by zaledwie łypać na niego może i nawet spanikowanym spojrzeniem, niemalże prosząc o pomoc w przetłumaczeniu wszystkiego z gabe'owego na gładki rinnelisowy, prosty i pozbawiony zaplatanych, pięknych zdań i czarujących przykrywek prawdy, których z taką zawziętością usiłowała pozbyć się Rinnie, by zrozumieć Christensena... a może o to chodziło? O, to, że jednak nie chciała przekładać tego na żaden język? Może była tylko chorą desperatką potrzebującą niczego innego poza mocnym uściskiem? Och, oczywiście, że nie... powinna mieć tylko nadzieję, że jak już ją wsadzą do wariatkowa to trafi jej się klitka blisko Gabe'a. Ona na na poważne zaburzenia osobistości, on na... och. Nie miała żadnej choroby - przecież Godny nigdy nie był taki...
No, po jego wyrzucie Rinnie zrobiła się jeszcze mniejsza. Może jednak ego Gabe'a będzie miało szansę tutaj usiąść? ba, rozłożyć się i w milczeniu pysznić się tym,jak Rinnelis malała, malała, malała... Wiemy co się dzieje z dziećmi, które bardzo, bardzo się wstydzą i zbierają cęgi od wszechświata - po prostu znikają. A Nata onna... może ona po prostu dotąd nie zniknęła? Może ktoś jej na to nie pozwalał? Ale dlaczego...? Może jak wszyscy chciał przyjrzeć się katordze Rinn i czerpać z tego rozrywkę... Dlatego poruszona słowami ciernistego, po dłuższej chwili zdecydowała się potraktować to na poważnie i po prostu usiadła, wciąż jednak zachowując odległość, którą uważała za bezpieczną, z otwartym pyszczkiem, usiłując uciec spojrzeniem od jego oczu... jak zwykle na próżno. Westchnęła głęboko i jeszcze bardziej przytuliła uszka do łebka.
- Nie było więc chyba potrzeby mnie wyławiać, panie Christensenie, ale chyba powinnam podziękować, ja, ja, ja... tak. Dziękuję - najpierw delikatnie zaczęła, przy kulminacji "panie Christensenie" jej głosik się po prostu załamał, zaraz zaczęła szybko mówić, a jąkanie było tylko dla złagodzenia tempa wypowiedzi. Dlaczego wrzucił ją od razu na tak głęboką wodę? Dobrze, że przynajmniej metaforyczną... "Przytul mnie." To nie podziała, sarknął Iruel, naburmuszając się. Przecież on miał przewagę i wyraźnie ją wykorzystywał. Rinnie mogłaby ją mieć, gdyby nie fakt, że była skończoną wariatką. Która stanowczo nie rozumiała tego wyzwania, które rzucał jej ciernisty. Miał lepiej, a ona po prostu bała się zrobić cokolwiek - chyba powoli zaczynała rozumieć, że powinna nie robić nic, by nie popełnić przed nim żadnego głupstwa. Błądziła spojrzeniem po jego oczach z zaciekawieniem godnym małego dziecka, które zobaczyło coś absolutnie nowego i na tyle fantastycznego, by chciało bombardować spojrzeniami ten przedmiot w nieskończoność. Dotknąć. Poznać się. I... sparzyć raz jeszcze. Tylko, że dziecko  po porażce z jednym przedmiotem szło do drugiego. A to... A to nie zmieniało miejsca. To dziecko nie ruszało się na milimetr, chcąc jak najdokładniej poznać przedmiot, które miało pod łapkami, klepiąc to, obserwując jego reakcje... o, i tutaj nastąpił ten słynny błąd. Zachowania przedmiotu były tak różne... Najpierw kopie, potem to krzyczy. Jeszcze raz kopie, reaguje inaczej. To nie powinno działać w ten sposób!
Usłyszała jego głos.
I znowu pojawił się błąd. Syreny wyły jak w amoku, zaprzeczając wszystkiemu, co robił Gabriel. Rinnelis nawet nie ukrywała przerażenia, kładąc uszy po sobie jeszcze bardziej, kurczowo zaciskając ogonek na łapkach. I jeszcze ten błysk, i jeszcze ten brak odpowiedzi... transformacja, wachlarz emocji, przez które Rinnie najchętniej wydrapałaby po prostu sobie oczy. Żeby na to nie patrzeć. Żeby nie było potrzeby rozwiązywać kolejnej zagadki. Hej, Gabe. Wrzuć ją jednak z powrotem do jeziora, dobrze? Ale pragniemy jeszcze przypomnieć o ostatniej części zdania, które sprawiło, że dziewczynka straciła dech, serce podskoczyło jej aż do gardła, powodując siarczyste kichnięcie, a potem podskoczyło jeszcze wyżej, nie widząc żadnych przeszkód. I brykało tak, tak wspaniale brykało wszędzie, muskając nerki, wątrobę, płuca, lawirując między organami... Hej, Rinn. Będziesz miała p r z y j a c i e l a! Ojej, ojej, ojej, ojej, ojej, ojej... ale co z tego? Co z tamtą rozmową w jaskini...? To... na pewno nie jest nic istotnego. A o zwycięstwie Gabe'a znaczyły już ogniki w szmaragdowych ślepiach, w których było więcej nadziei, niż mógł się tego spodziewać... po chwili oczka jednak się zmrużyły, ale dalej widać było w nich nic innego poza zachwytem.
- Ale... czym dla ciebie jest ta... no... och... przyjaźń? - przyjaźń do magia! A już od samego spojrzenia na to kręciło jej się w głowie z ekscytacji. Przysunęłaby się, gdyby nie... No właśnie. Gdyby nie to, co miała okazję zobaczyć dosłownie przed chwilą.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kruk
Cierniste Ostrze
Cierniste Ostrze
avatar

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Pią Sie 16, 2013 1:04 pm

Skąd ta pewność? Może właśnie do tego zostało to wszystko sprowadzone? Wyłaniając się z łona matki świeżo narodzony otrzymuje plasującą go na wieki między pewną społecznością metkę. I nawet jeśli ów śmiałek sądziłby inaczej, to i tak pozbawiony cudotwórczych rąk boga nie będzie w stanie zmienić materiału, z którego powstał. To coś jak układ zawierany kameralnie między rodzącym się, a panem (o ile taki w ogóle istniał, skoro w zobojętnieniu spoglądał na toczący się niżej światek); dostajesz życie, więc przestań marudzić, pogódź się z tym, że obok kolorowych kwiatków rosną i kolczaste ciernie. Przecież ostatecznie nie trudno o wyobrażenie, że w ekstremalnym przypadku Christensena za fałszem kryje się słabostka, natomiast za słabostką siedzi już tylko obgryzające paznokcie szaleństwo, nazywane pobłażliwie w języku siwogłowych znawców chorobą psychiczną. Tknięcie jednego tylko elementu potrafi nieraz zrujnować całą misternie podnoszoną w górę konstrukcję, to zupełnie jak w przypadku potykających się o swoje kanciaste boczki kostek domina. Osmolony łajdak nałogowo oszukiwał swoich towarzyszy z niesłychaną na taką skalę bezczelnością, bo pozwalał sobie przy tym na uwierzytelnianiem każdego słowa przekonywującym grymasem. A gdy ktoś, ktoś taki jak Rinnelis, rozpoczął ekscytującą zabawę w ciuciubabkę, nie potrafił odpuścić, dopóki dopóty nie nasyci umysłu pyszną wizją rychłego zwycięstwa. Z tym, że gdzieś między jednym okręceniem się wokół własnej osi a drugim, zdążył rozwalić nos na nagle powstałej ścianie. Aniołek z rogami na etapie, w którym wystarczyło powiedzieć „mat”, skoro „szach” padł dużo wcześniej zupełnie się pogubił. Przypominał teraz wyalienowanego z powodu cuchnącego futra chłopaczka, który wyłupiastymi oczkami próbował w tunelu wypatrzeć tlące się w oddali światełko. Ojejku. Czy ta fraza nie przypomina ci Twojej młodości, Gabrielu?
Zbył natrętnego narratora zadającego mocno niewygodne pytania stanowczym trzaśnięciem ogona. Pieruńsko skuteczne. Z krytycyzmem, który stanowił perfekcyjne dopełnienie dla zmiennej natury, rozjarzającym ślipska lustrował uważnie samicę. Dwukolorowa żmijka, o jakiej niebezpiecznym usposobieniu na samiuśkim początku próbował przestrzec go instynkt, wpadłszy niespodziewanie między pragnące ją zgładzić wojska, zupełnie pomieszała samcze szyki. Co się stało generale rozmiarów karaczana? Ty egoisto z pychą zamiast żołądka, ty łamaczu zarówno serc, jak i bożych przykazań, czyżbyś napotkał wreszcie równego sobie?Tak z początku myślał Gabe, wywołując przy tym szereg nieporozumień udekorowanych rozczarowaniami. Idiotyczne przywiązanie, jakim obdarzyła go Ognista uhonorował jako cholernie przebiegłe zagranie. Właściwie nazwałby je jakkolwiek, byleby tylko za wszelką cenę w rozbrajającej piękności suczego wnętrza odnaleźć drugie dno. Przyglądanie się temu wszystkiemu przy pryzmat codzienności karego można uznać za przejaw największej głupoty, ale i tak dla ubezpieczania nadąsanego ego będziemy tłumaczyć to jako zachowawcze, bądź też odpowiedzialne stosowanie niezbędnych środków ostrożności.
- Bardzo proszę, Rinnelis. - odparł łagodnie po wysłuchaniu z lubością jąkanych podziękowań. Pal licho, że jąkanych. Ważne, że jako jedna z nielicznych respektowała żelazny kodeks Christensena mówiący o okazywaniu wdzięczności z byle powodu. Ot, taki kolejny niezbędnik nieznacznie podnoszący słupek zadowolenia.
Co zaś się tyczy fizyczności... Silnie zaniepokoiłoby temperamentną, jak bardzo łaknął znów mieć ją na wyłączność. Biegłby z wywieszonym jęzorem po sięgającej naelektryzowanego piorunami nieba cienkiej linie, jeśli tylko miałby gwarancję, że to uciszy wrzeszczący okrutnie w samczym wnętrzu pierwotny popęd domagający się zaspokojenia. Grzeczne trzymanie się z daleka od pstrokatej było możliwe tylko dlatego, że skryta namiętność leżała pod kroplówką wykonaną z tych z pozoru mało znaczących centymetrów odległości. To nie tak, iż Gabe nienaumyślnie praktykował bycie erotomanem. U niego wynikająca z bliskości żądza kooperowała z posiadaniem absolutnej władzy, która zaś była jak wiemy największą oraz najniebezpieczniejszą przypadłością. To takie cudowne, że lichym dotykiem mógł siać spustoszenie w drażliwych sieciach komórek wyczekujących jego, tylko jego, tak niecierpliwie... Niebezpodstawnie zatem uparcie odmawiał interwencji w cielesność Ognistej, heroicznie walcząc ze sobą, z przewrotnością gotową spełnić odmawianą sobie zbyt długo zachciankę oraz rzecz jasna z borderką.
- Naprawdę nie pomagasz mi zachowywać się normalnie z tym swoim ukradkowym spojrzeniem pod tytułem „przytul mnie, ale mnie nie zabijaj”. - wysyczał przez zaciśnięte zęby, siląc się nawet w całej komicznej sytuacji na złośliwość. Dla kogo komicznej, dla tego komicznej. Cierniste Ostrze nie wykluczał bowiem rzucenia się lada moment na sukę, żeby w przymusowym procederze obśliniania każdego milimetra jej ciała całkowicie dać upust narastającemu niezadowoleniu. Cholerna Rinnie pod jego nieobecność musiała iść na jakiś kurs dla niedoszłych kokietek. Parsknął cicho, wypraszając dzięki temu ze swojej głowy temu podobne przemyślenia.
Podczas zaglądania na powrót prosto w oczy tamtej, do nienaturalnie niebieskich odpowiedników głąba wróciła dystyngowana odmiana niepewności (NIEPEWNOŚCI?). Ostatnia kwestia do poruszenia kuriozalnie była pierwszą pod względem trudności.
- Nie wiem, nie zwykłem bawić się w dopasowywanie definicji do ich znaczeń. Uznałem po prostu, że to mogłoby być ciekawe. - oczywiście cymbałku. Ty tak uznałeś, więc siłą rzeczy tak powinno być. Kurwa, psie...
- A co ty przez to rozumiesz? I co o tym sądzisz?- dodał naprędce, jakby chcąc zamazać chociaż na chwilę  wrażenie, iż jest niesamowicie zepsuty.
Ona i tak wie, jaki ty jesteś, gnoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rinnie
Temperament
Temperament


Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Pią Sie 16, 2013 2:28 pm

Ona nie chciała przecież być tym złym czynnikiem w pięknym i tajemniczym światku Gabe'a zakamuflowanym w sposób godny uwagi siecią kłamstw i kłamstewek, którym Rinnie tak bezgranicznie ufała, wywracając je na lewą stronę i szczycąc się nimi niby najwspanialszą prawdą. Rinnelis przecież chciała być kimś dobrym i to już od samej umowy z opatrznością, przy której z pewnością kiwała z entuzjazmem głową i robiła notatki, by doskonale zdawać sobie z tego sprawę, kiedy popełnia życiowe błędy i kiedy opatrzność nad nią czuwająca będzie na nią tak wściekła, że odwróci się do niej plecami, co oczywiście ognista szybko wykorzysta, popełniając jeden brzydki czyn... chwileczkę? Ona i zły czyn? Nie, to nie pasuje. Ani trochę. Chociaż... ten zły czyn można porównać, a nawet... nazwać spotkaniem z Gabem, który dosłownie i w przenośni padł jej do łapek. Tak, jakby ta opatrzność podczas chwilowej przerwy obiadowej jednak oglądnęła się i wykorzystała sytuację, dochodząc do wniosku, że dla syna panny lekkich obyczajów nie ma już żadnego ratunku, ale kłodę pod łapska zawsze możńa mu rzucić... A chociaż była czarno-biała i mówiono na nią krowa, nie spodziewała się takiego efektu. Ale czy to możliwe, że nawet opatrzność nie zrozumiałą tego, co zrobiła? Że usiłowała przeciwstawić sobie dwa charaktery, których dla dobra okolicy i ich własnego nie warto zestawiać? A chociaż próbowała, znowu musiała tupnąć nogą, kiedy usłyszała słowa Gabe'a o posłuszeństwie i o tym, że najlepiej się na nią wypiąć... tak. Definitywnie jej nie lubił. Więc ona nie polubiła jego, o czym zresztą już narratorka ciernistego wspominała kilka postów wcześniej. Najważniejsze jest to, że ostatnim, czym chciała być, to przeklęty balast. Chciała być czymś lepszym, czymś, co raczej odciążałoby go od ciężaru, czy po prostu przyjaciółką...? Ależ tak. To właściwie było jedno z niewielu marzeń Rinnelis, bo przecież nie znała jakichś wyższych, jeszcze ładniejszych uczuć. Po prostu dążyła do perfekcji, nawet nie wiedząc, jak ta wygląda, ale... Nie tobie jest zostać matką Teresą.
Przecież to Gabe. A Gabe na pewno ci w tym nie pomoże, kochanie. Bo Gabe nie jest tym, kim myślisz. Jest może nawet gorszy od Patch'a...
Ona odpowiadała mu za to spojrzeniem jak zwykle nader łagodnym, spojrzeniem teraz po prostu niemalże rozmarzonym, snującym już historie przyjaźni. Londyn, Paryż, Moskwa, Mediolan, Tokio, Święta Lipka... O tak. Chociaż nie mogła na dłuższą chwilę uwierzyć w to, że tak po prostu jej walka się skończyła. Że oto ją ubrali w wieniec laurowy, wcisnęli w odświętne szaty i ogłosili ją zwyciężczynią. Bo w tym wieńcu Rinnie była w stanie dostrzec ciernie, a sam splot gałązek ściskał jej główkę tak, jakby zaraz miała eksplodować. Bo jej szaty były stanowczo zbyt małe, czyniąc z nią raczej pośmiewisko, wyglądając jak pani z domu publicznego. To nie było zwycięstwo, dlatego można było dostrzec, jak błyski w jej oczach zgasły na chwilę, zaraz jednak nadrabiając to kolejnym wybuchem radości we wnętrzu - przecież to nie pozbawia jej perspektyw dalszego walczenia o wygraną!  Przecież mogła pozbyć się tego wieńca! Mogła też zrzucić z siebie ciuchy, ale to nie byłby dobry pomysł. Z uniesioną głową mogłaby udać się na zaplecze i tam wszystko zaplanować, sęk w tym... Że nie umiała pływać i znajdowała się na jakiejś cholernej wysepce - Christensen na pewno zrobił to celowo. By nie mogła uciec... Ucieknie i tak - nawet jeżeli miałoby to skutkować śmiercią... ale nie teraz. Nie w najbliższych chwilach.
Bo nigdzie nie chciała iść. Do jasnej anielki.
Teraz zaledwie uśmiechnęła się promiennie na jego odwet za jej podziękowania, co skutkowało ponownym, śmielszym uniesieniem łebka, dalej bombardując go spojrzeniem. To były w końcu oczy, które zawsze ją zaskakiwały. Zagadka. Zagadka. Zagadka, której Rinnie nie chciała rozwiązywać. Dlaczego? Co się stanie, jeżeli się rozwiążesz? Tego się boisz...? Że stawką jest fakt, że stracisz coś, co nigdy nie było twoje? To bardzo egoistyczne spojrzenie, kochanie. Upodabniasz się do tego całego ciernistego ostrza. Ostrze... Scyzoryk, phi. Przekrzywiła delikatnie pyszczek.
Czy Rinnie byłaby w stanie w ogóle przebyć te centymentry? Została ostrzeżona, kiedy Gabe wpadł do wody, dlatego nie pozwoliła sobie na zbytnią zuchwałość w kwestii zbliżeń. Tak było dobrze... Do czasu, kiedy znowu nie zacznie tak rzucać tylko oczkiem... Och. Kiedy usłyszała jego słowa, pewnie gdyby mogła, spaliłaby raka i uciekła szybko spojrzeniem, ale... była ograniczona w tej kwestii, więc tylko uciekła w pośpiechu spojrzeniem w kierunku wodnych odmętów, które pamiętając dobrze o tym, że prawie się w nich nie utopiła, powinny nadrobić zwłokę i czym prędzej jednak wyciągnąć swoje macki po niedoszłą zdobycz i porachowac się z nią. I nawet by nie zaprzeczała temu, tylko przytaknęła i chyba nawet by poprosiła, żeby zrobił to w miarę szybko, by ciernisty nie mógł obdarować jej kolejnym, pogardliwym spojrzeniem.
- Przepraszam, panie Christensenie - wyrecytowała wzorowo formułkę, jednak powracając spojrzeniem do niego, by dostrzec tą niepewność i znowu czym prędzej uciec w kierunku wody. Woda. Nie Gabe, Rinnie. Woooda... Zabierz to spojrzenie! Już! Zobacz, rybka! Zapaść sie pod ziemię. Zapaść się pod ziemię.
Zapaść się pod ziemię! Gabe pytał ją o zdanie!
Prawie jej gał nie wywaliło na wierzch, ale tym razem nie powróciła juz spojrzeniem. Grzeczna dziewczynka.
- Szczerze mówiąc... ja nie wiem, co to jest, ale brzmi miło, prawda? - kolejny promienny uśmieszek, zaraz przesłonięty przez wstyd, który wkradł się do mózgowia Rinnie. Gabe zadał ci pytanie, a ty nie potrafisz na nie odpowiedzieć. Proszę cię... - No i... ja myślę, że lepiej by było, gdybym na ci... pana patrzyła, bo, bo, bo...
Bo co?
Nie skończyła.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kruk
Cierniste Ostrze
Cierniste Ostrze
avatar

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Pią Sie 16, 2013 8:58 pm

Żałował własnej przyszłości, chociaż jeszcze nie został w nią wtajemniczony. Oglądając siebie za kilka lat permanentnie miał przed oczami obraz zgorzkniałego w niewytłumaczalny sposób kawałka mlecznej czekolady. Felerne porównanie? Być może, ale nabierało większego sensu niż najbardziej wymyślne, bo był to kolokwialny przekaz, jaki zrozumiałby każdy dwulatek i każdy niezaznajomiony z najnowszymi trendami staruch. A mianowicie, jeżeli coś z przepysznego smaku ewaluowało w specyfik zawierający goryczkę, to jedynym słusznym wyrazem witającym na umorusanym pysiu może być zawiedzenie.  W obawie przed właśnie tak mało eleganckim zakończeniem życia, Gabe idąc za przykładem jeżozwierza wystawiał do chcącego go poznać świata ochronny pancerz. Ostrożnie człowieku wielkiej odwagi, nie nadziej ciekawskiego palca na jedną ze sterczących igieł, bo zaczniesz rzewnie płakać krwią. Prawdopodobnie Godny odpowiadał też za zlasowanie wielu docierających do niego bezskutecznie psychik, zmiennością zdania dorównując co najmniej pogodzie. Był niczym zawzięty w swoim falowaniu ocean, przewracający z nienawiścią stateczki przewożące na swoich pokładach nadzieję. Nie chciał jej, bo… Czym jest maleńki stateczek w obliczu trwającego stulecia paktu rzeczonego oceanu oraz pragnącego go ściągnąć bliżej siebie księżyca? Otóż to. Nie wybraliśmy sobie własnej natury, to ona pewnego dnia wskazała nas w zadufaniu podbródkiem, a następnie wpełza pod skórę jak najobrzydliwszego rodzaju glizda. Egzystencja nie tolerowała przypadków, wątpliwość wypluwała na powierzchnię kolejną wątpliwość, aż sam Diabełek zwątpił co do losowego doboru przez geny barwy swoich oczu. Kto wie, być może w wielkich oczodołach samca nie wyżłobiono miejsca dla pigmentu, a właśnie morskiej wody? To wytłumaczyłoby, dlaczego najeżone od magicznych zdolności ślipia zdawały się żyć własnym życiem i nie mieć ani kresu, ani tym bardziej początku. Burzyły się one dokładnie jak w tej chwili, w nieuwydatnianych nigdzie indziej emocjach, osiągając nieznośnie wysokie temperatury godne gejzeru. Zazwyczaj okryte czule rozjaśniającą je jeszcze mgłą, teraz śmiały się iskrzyć intensywnie. Najwyraźniej chciał wymóc na Rinnelis jakieś postępowanie, jednakże tym razem rozplanowujący każdą sekundę na ziemskiej połaci gbur, nie wysnuł zbyt wielu zasługujących na poklask propozycji.
Przypominał do złudzenia uszkodzony parowóz, który pomimo krztuszenia się oparami, nie był w stanie precyzyjnie wskazać, gdzie leży źródło bólu, tudzież usterki. Do tego stopnia zamiłowany w kłamstwie Kruk gubił się bez niego, niczym ślepiec bez wskazującej mu drogę laski. Niemożność przejęcia inicjatywy uwierała go nieznośnie, a jakby tego było mało robiła mu na złość rozpieprzając każde mądre słowo, jakie chował na podorędziu. Niech łaciata zechce jednak okazać choć trochę cierpliwości dla szamocącego się ze szczerością, przecież niecodziennie dla wszystkich bez wyjątku, zbierał błądzące chaotycznie w głowie prawdy.  I choć gamę okazywanych uczuć zdominowało rozdrażnienie, to przecież mieliśmy wreszcie racjonalne ku temu powody – górnolotny cel godny an… Och, przymknij jadaczkę. Górnolotny cel godny analfabety, dobra? Nie, wcale nie. Dobra, przejdźmy zatem dalej, skoro rozwiązaliśmy tę sporną kwestię.
Tak naprawdę mieli ze sobą wiele wspólnego, ale tylko wtedy, kiedy na wartości jednego z nich spojrzało się do góry nogami. Zostało udowodnione, że woda zwykła zwalczać ogień, a w miejscu, gdzie królował pustynny piach nie spotykało się przenigdy śniegu. Zjawiska przyrodnicze nijak się jednak mają do bardziej złożonych organizmów słynących ze zdurnienia. Gdyby nie ono, czy miałaby prawo istnieć zajmująca literatura, skoro artyści musieliby chwycić mocniej za wodze wyobraźnię, aby przypadkiem jak z kapelusza nie wysypał się z niej ktoś popełniający błędy? Obiekty laboratoryjne ziemi, czy to nie trafny tytuł dla każdego z nas? Wpierw brane pod muszkę obiekty zainteresowane swoją innością doprowadzają do pęknięcia odgradzającej ich od siebie szyby, a po połączeniu – ulotnej, gwałtownej chwili szczęścia, podczas której wystrzeliwują w niebo nietypowe fajerwerki z odłamków szkła, skinąwszy sobie pożegnalnie głowami spadają osobno na sam dół. Zbrodnicza ciekawość. To przypadłość psiej nacji, którą zaklepali sobie na targu w chwili, gdy inne stworzenia walczyły o rozum. I tak oto dobrnęliśmy do wyjaśnień, jak Rinnelis mogła wyrazić coś więcej niż wstręt w obcowaniu z Gabe`m oraz jak Gabe mógł ocalić populację podłych uczynków, zadając się przy tym z Rinnelis.  Nikt nie wywróży im z fusów niczego dobrego, ale… Sądzę, że to jest właśnie meritum rozstrzyganej sprawy. Dobro musi choćby z grzeczności trzymać zło za rękę, aby zachować harmonię.
Powracał. Powracał z odległej krainy lęku, z ulgą stwierdzając, że wykrojone wcześniej dla niego ubranie dalej leży jak ulał. Odrętwienie ciała wyparowywało każdym przetrawionym przez płonący we wnętrzu ogień porem; wraz ze wschodzącym słońcem pozwoliła sobie na wychylenie łebka pewność siebie. Może i mogący być bardziej majestatycznym, ale poniekąd urzekający swoją niedoskonałością krok przybliżył Christensena do zielonookiej. Dla wygody wciąż spoczywających na niej patrzałek, rozsiadł się centralnie naprzeciwko. Jeśli się wahał, jeśli wyrażał obawy o swoją cenną szczękę (przecież znalazłoby się doprawdy wiele powodów, aby mu zwyczajnie przypierdolić), nie dawał po sobie nic poznać. Jak mógł wątpić w to, iż w odsłonie do bólu szczerego podwinie mu się noga, skoro wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły, że właśnie po to się urodził? Niemądry, stary Gabe. Półuśmiech lekkoducha zawitał na dostającej już skurczów od ciągłego kwaszenia się kufie.
- Miło? – dopytał żartobliwie wędrując łukiem brwiowym niemal na wysokość sterczącego ucha. – Nic, w czym ja biorę udział nie jest miłe. Tak nisko mnie oceniasz, Rinnelis? „Na miło”? - potrącił suczy nos ochłodzonym o kilka stopni spojrzeniem. Jaki ładny, apetyczny nos. Powrócił na powrót do beztroskiego spacerowania wzrokiem po lesie ogrodzonym konturem jej ślipi.
- Też tak uważam. Nie znoszę tych momentów, kiedy na mnie nie patrzysz. Czuję się wtedy jak bez co najmniej jednej zdrowej klepki. Chociaż z drugiej strony, kiedy patrzysz w ten konkretny sposób gorzej układa mi się współpraca z centrum dowodzenia. - po tych słowach niedbale wskazał na potylicę.
- Jednak dokończ proszę swoją sentencję, Rinnelis. Jestem jej ogromnie ciekaw.
Im bardziej uprzejmy, tym bardziej trzeba było się mieć na baczności. Jasny gwint, a gdzie miejsce dla zwykłej grzeczności względem potencjalnego przyjaciela? Dobra znajoma Gabriela zwąca się ciszą, przemknęła niezauważalnie którymś korytarzem świadomości, zamykając przy tym skutecznie usta narratorowi.
Ulga.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rinnie
Temperament
Temperament


Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Pią Sie 16, 2013 10:18 pm

Pomimo tego, że Rinnelis zasługiwała na miano marionetki idealnej, bo łatwej do przestawienia w niej wiary, relacji i poglądów, była po prostu jak glina - ktoś mógł stworzyć z niej coś pięknego, ktoś mógł potępić ją, depcząc po niej i formując z niej zwykłego, zapatrzonego w swojego pana niewolnika, więc... Och, Rinnie. Dlaczego za każdym razem, kiedy ktoś usiłuje przewiązać ci łapki cieniutkimi linkami, ty momentalnie urządzaz zryw narodowy i matka bachorów bronisz resztek wolności, którącię obdarowano? Aha. Bo to co cię otacza, to jest niewola skryta między wierszami, na którą przytakujesz odruchowo, by mieć święty spokój, ale kiedy ktoś wszem i wobec ogłosiłby, czyją jesteś własnością... Gabe nie mógł robiić tego aż tak dosłownie, a ona nie mogła tonąć w tym bezkresnym morzu jego ślipi. Chociaż... wszystko do siebie pasowało - szukając na ślepo wesołej metafory i symboliki moglibyśmy uznać Rinnie za nadzieję, której potrzebny jest nosiciel-statki odpierające ataki z zewnątrz. Wszystko, by przetrwać i by przekazać nadzieję innym, którym tak bardzo tego brakuje. I nadzieja, i Rinnelis miały ze sobą wiele wspólnego - do końca stoją i krzyczą ile sił w płucach, broniąc się przed atakami innych. Nikt mnie nie lubi, bo boję się, że jak ktoś mnie polubi, będzie mógł mnie odlubić... Dlatego nie zareagowała prawdiłowo na jego wypowiedź, co dopiero teraz ukąsiło jej myśli, wdzierając weń gwałtownie troskę. Gabe przyjaciel po tylu burzliwych chwilach wreszcie macha na nią łapy i odchodzi, bełkocząc coś na temat szalonych ognistych i złotych motyli... Ooo tak. To jest właśnie ten mankament, który sprawił, że na chwilę w oczkach borderki na nowo pojawiły się łzy, które tak zatrzęsły jej bytem, że przez dłuższą chwilę sprawiała stanowczo wrażenie osoby niezdolnej do poruszenia jakąkolwiek kończyną, czy wzbudzeniem do pracy jakiegokolwiek narządu... Zanim zdołała zrozumieć, że wołanie o pomoc było zbyt głośne, już leżała skulona u stóp Gabe'a, przytulając pysk do jednej z jego łap. Leżała tak idealnie naśladując czyjeś zwłoki - jedynie płytki oddech, powoli zyskujący na rytmie nader szarym i zwyczajnym, odróżniał ją od denata. A może już nim była? Może w istocie utopiła się w tym cholernym jeziorze, a ta wysepka to wyjątkowo wydumane ostatnie pożegnanie z panem Christensenem? Jeżeli tak, to twój słupek wyobraźni stanowczo wyskoczył z ram i urządził dziką sambę na twoim grobie, albo na ciele które unosi się teraz na tafli wody. Ale... podobał się jej ten taniec. Gdyby nie te ostatnie myśli... odczuwałaby nawet przyjemność z tego, że wyobraźnia jako ostatnie lekarstwo zaleciła jej spotkanie z najbardziej wyobcowaną osobą, jaką kiedykolwiek spotkała, ale jednak nie gorszą od niej. Mogłaby przyznać, że był niezłą konkurencją... ale wolała widzieć siebie chociaż raz w życiu na podium. Chociaż w tej najbardziej niepochlebnej kategorii, ale... chciała się poczuć doceniona. Kochana przez tłumy. Chciała mieć fanów, a nie sama być fanką. No i chciałaby, żeby... och nie.
Ależ dobro i zło splątane w tańcu to był chyba najpiękniejszy obraz, jaki Rinnelis przyszło obserwować. Kiedy jasna siła kłóci się z drugą, jedną z tych najciemniejszych... w takich momentach oczywistym było, że chociaż pierwsza bitwa będzie wygrana przez zło, dobro i tak ztriumfuje w całej walce. Do tego stopnia, że nawet giermek Rinnie podczas usługiwania wszystkim dookoła porzuci gary i zacznie skakać z radości na wieść o pięknym zwycięstwie. A potem już tylko tęcza, bogactwo, awans na starszego giermka, przyjaciele... i żyli długo i szczęśliwie. Wystarczyło tylko otworzyć to cholerne oko i...
I zapoznać się z rzeczywistością. Dalej przytulasz się do jego łapy trwając w księżniczkowym półśnie, tak typowym dla osób jak ty. Ale przynajmniej oddech ci się wyrównał i usłyszałaś te wszystkie piękne słowa... Żyjesz przecież złudzeniem tylko po to, by żyć w piekle wspominając dobre chwile. Bez nich w końcu nie byłabyś w stanie długo utrzymać stanu wiary, w jaki wpadłaś. Właściwie on sam cie wrzucił, wyławiając cię z wody, a te słowa... Oddech na chwilę przyspieszył, a potem załamał się w połowie - Rinnie niemal już całym drobnym ciałkiem niczym ogon oplotła się dookoła Gabe'owych łap, pyszczek jednak pozostawiając na linii jego pyska, by ten, łypiąc na nią z góry, nie miał problemu dostrzec każdej iskierki w jej ślepiach. A ich było wiele. O ile wcześniej dusiła się z nerwów, teraz krztusiła się radością, która, która... Która. Znowu nie dokończymy, bo Rinnie wykrzyczałaby na głos kilka rzeczy, których usłyszeć nie chcemy.
- No to... chyba powinno być "bardzo miło", zważywszy na to, że przyznałeś się... panie Christensenie do błędu - wymamrotała, będąc tak rozradowana, że nawet nie będąc w stanie się nie zapominać na temat Godnej etykiety. I jeszcze to, co mówił... Och. Definitywnie powinna się zakrztusić, żeby nie powiedzieć czegoś, coby go zepsuło. A zepsuje... na pewno. - My i centrum dowodzenia nie mamy ze sobą kontaktu, aaale... to chyba jest tak za każdym razem, uch.
Nie dodała, że kiedy go widzi z obawy przed tym, że ja wyśmieje. Jak każdy. A nie...
- Za każdym razem, jak się pojawiasz, bo ja tak bardzo boję się, że powiesz coś... dobrego. Że nie powiesz, że jestem ofiarą losu i co ja mam wtedy mówić? Nie będę przytakiwać, bo przecież jestem okropna... Nie. Tak. Nie. Może jednak nie powinniśmy być przyjaciółmi, bo ja to popsuję, dobrze? Może nie będziemy już przyjaciółmi? - Rinnie...? - Ja... chcę na pana patrzeć, ale za każdym razem, jak na pana patrzę, czuję, że robię coś złego, więc patrzę dokładniej, bo chcę wiedzieć, co robię złego, a jak już przyglądam się do końca, to... nie mogę wypaść. I przyłapuję się na tym, że robię coś złego.
Bój się boga, Rinnie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kruk
Cierniste Ostrze
Cierniste Ostrze
avatar

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Pią Sie 16, 2013 11:42 pm

l POLICZ SŁOWA, BJECZ.

Wymnożona przez sto liczba wałęsających się po świecie wariatów może przerażać, zwłaszcza będąc świadomym, że każdy z nich zabunkrował w mózgu nasionko innej dolegliwości. Najniebezpieczniejszych dla resocjalizacji, takich jak Gabe, rozpoznawano przez niepoczytalność wyrytą wyraźnie, jak świeckie ikony, na ich mordach. W rojowisku kłamstw ulokowanych w psiej łepetynie owszem słyszano plotki o pobycie królowej, o prawdzie, ale powiedz mi jedną rzecz… Czy ktoś jeszcze daje wiarę plotkom, podczas trwania ery wyprężania się kolejnych młodych piersi na scenie dobrowolnie albo pod przymusem?  Nieosiągalny dla znawców szyfrów Skurwysyn, umykał, umyka i umykać będzie przed zamknięciem go wreszcie w jakiejś kategorii. Osobiście... Naprawdę wolał wybrać mniejsze zło i trafić z powrotem pod skrzydła najświętszej panienki, niż zawęzić swój wachlarz osobowości. Chwytasz go, czujesz go, wreszcie widzisz jak omotany tysiącem sprzeczności wyłamuje się spod aktorskich ryzów? Spokojnie, najdroższy widzu. Christensen po prostu uwielbia te momenty, gdy publika spokojnie osuwa się w fotelu przekonana o podglądaniu spod półprzymkniętych leniwie powiek ciągu dalszego, a uśpiona czujność przekręca się rozkosznie mlaszcząc z boku na bok. Prawdziwe ostrzeliwanie ma miejsce dopiero wtedy, przy głośnej aprobacie pocisków o sile największego rażenia. Przecież żadna wielka bitwa nie zostałaby przenigdy wygrana, jeśli łebscy dowódcy nie wykorzystaliby elementów zaskoczenia, prawda?
Zaalarmowany zmianą położenia czarno-białej zbił do kupy wszystkie mięśnie (z całą pewnością nie po to, żeby było im raźniej), podobne niby do samych skał dziwnym trafem przypominających cielsko hebanowego psiska. Naturalnie Rinnelis nie gotowała się do żadnego zamachu na bezcenne życie ciernistego, o czym rzecz jasna podświadomie wiedział. Jednak nic z tej wiedzy nie zdołało się przedostać do śmiesznie zachowawczego głosu rozsądku, jaki nawiasem rzecz ujmując, już skrzypiał od ciągłego udzielania „wspaniałych” rad. Kiedy bariera wyjątkowo szczędzonego dotyku została przełamana, burknął coś pod nosem o niekonwencjonalnych cudach, po czym automatycznie wszczął przeczesywanie z czułością suczego grzbietu. Zupełnie niczym szukająca pomruku uznania ludzka ręka zanurzona w aksamitnym futrze rozłożonego na kolanach kota; dłoń, choć w istocie psia łapa, próbowała bezustannie kolejnych uciśnięć pewnych miejsc, to znowu pozostawała gdzieś dłużej w zaplanowanym bezruchu .  
- Już uspokój się, nim mnie szlag jasny trafi. – wyszeptał przymilnie, ani na chwilę nie przerywając nietypowego masażu. Biedną Ognistą znowuż mógł zaatakować wstrząs, bo oczywiście nasz paniczyk miał świetne wyczucie chwili i nawet tę z pozoru rozkoszną potrafił skutecznie schrzanić dobranymi na ślepo wyrazami. Słowne ceregiele pozostawiał na te okazje, w których zwykłe kurtuazyjne „won” wyczyniało z napotykanymi idiotami niestworzone rzeczy.
Chociaż w arcyskomplikowany sposób pragnął uczynić marzenia samicy rzeczywistymi (gdzieżby dla niej, dla późniejszych korzyści wynikłych z odpowiedniego zagrania taktycznego, psia mać), to musiałby je potraktować miotaczem ognia, bądź miotaczem jadu w produkcji Christensen, gdyby wiedział czego dotyczą. Kontrola? Wypadnie jej z śmiesznie nieporadnych łapek nim mrugnie okiem. Fani? Choćby tabuny, o ile tylko padnie gwarancja, że nie będzie musiał stać na ich czele. Uzależnienie od dyktatury – całkowitej, niekończącej się, ostatecznej, wymagało ofiary, jaka w prawdziwym życiu, nie tym z kolorowych czasopism, to chleb powszedni. Każde pchnięcie naprzód, nawet w pieprzonym rozdziewiczaniu, musi zostawić za sobą krwawy ślad, który jednak bardzo szybko staje się tylko niewygodnym majakiem z przeszłości. Czy Rinnelis wpasowywała się choćby jedną wyrywającą się ku niezależności kończyną do tego kanonu? Bardzo, bardzo wątpliwe. Znów zazębiają się nieubłaganie dwie racje pochodzące z dwóch różnych planet. Wenus i Mars? Cholera. Nata onna uciekła chyba w podskokach przed przeznaczonym dla pań obiektem astronomicznym, natomiast aniołek zdecydowanie odmówił siedzenia na jednej planecie wraz z tymi przygłupimi fiutami. Razem wylądowali więc na jakimś zadupiu w metodzie prób i błędów, próbując stworzyć instruktarz do wykonania równoważni.
Głaskanie plamistego futra ustało nagle, co oczywiście nie zostało spowodowane przez kogo innego, a zszokowanego belzebuba w psiej skórze.
- Ja się przyznałem do błędu? Do jakiego błędu? Co ty chrzanisz? – całe słynne, wręcz pokerowe opanowanie obróciło się na pięcie, pogwizdując przy tym lekceważąco. Łypał na nią złowrogo przez dobre pięć minut, nim dla niewypadnięcia z roli powrócił do pozy zrelaksowanego typka w dupie mieszczącego cały świat doczesny.
- Za długo nimi nie pobyliśmy, Rinnelis. Pamiętaj jedynie, że nie składam swoich ofert dwa razy.
Wilgotny nos od niechcenia musnął jej ucho.


Ostatnio zmieniony przez Kruk dnia Sob Sie 17, 2013 9:59 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rinnie
Temperament
Temperament


Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Sob Sie 17, 2013 7:58 am

// HA HA HA, ZASNĘŁAM CZEKAJĄC NA POSTA >D psieplasiam :< jesteś jak zwykle zajebista ;;

Rinnelis jak nigdy chciała po prostu roztopić się tutaj, pozbawiona większych okazji do poruszenia się i tylko najchętniej rzucałaby smutnymi spojrzeniami w kierunku samotnych osób, które mogłaby poznawać, rozmawiać z nimi... Ale wtedy nie mogłaby wpadać na drzewa, przewracać się, nie mogłaby także ganiać za Christensenem, który na pewno gdyby zobaczyłby raz, machnął by łapą, stwierdził, że ma to gdzieś i poszedł w cholerę. To chyba... chyba dlatego w roli kota, ogona czy swoistej szczotki do ziemi sprawiała się tak dobrze, nie udając nawet, że rzeczywistość przygniata ją jeszcze bardziej od poczucia, że powinna Gabe'a kilkakrotnie przeprosić. Za to, że w ogóle weszła z łapami w parodię jego życia, nie rozumiejąc chyba nawet, że ona mogłaby starać się o miano jednej z większej rozrywki, chociaż... to już niepoprawne, bardzo dalekie od rinnelisowego myślenia. Myślenie o sobie dobrze, ohyda... Ale skoro już robiła z siebie męczennicę, musiała robić we wzorowy sposób i marzyć o tym, co by było, gdyby przestała męczennicą siebie nazywać. Ale naprawdę poczuła się wspaniale, kiedy na nowo poczuła jego dotyk, co zaowocowało delikatnym szokiem nie dość, że termicznym, to jeszcze rozumek Rinnie wywrócony został na wierzch. Ojeju... Zadrżała jeszcze bardziej przestraszona najwidoczniej słowami Gabe'a, jednak uspokajając się kiedy chwilę już gniótł jej sierść. Pan Christensen z pewnością mógł dokonać kilku rzeczy, których nie byłaby w stanie zrobić sama. Zaczynała mu ufać i do tego stopnia, że bała się własnego zaufania do kogoś takiego jak Gabe. No i cały czas to wspominanie o innych, o Cipriano... Och. Cipriano. Co za dziwaczne nazwisko. Ale... Rinnelis naprawdę bała się, że zaraz po prostu wpadnie mu w ramiona i tyle będzie z szalonych uników Rinnie i Gabe'a. Naprawdę czuła się źle... Dlatego nie wahała się przed tym, by popełniać błędy, wytykając błędy, kierując błędy i bawiąc się nimi z pewnością siebie godną swojego towarzysza. Na jego atak natychmiast otworzyła oczy, wytrzeszczając je przestraszona, jakby nie zrozumiała tego, co zrobiła... Uśmiechnęła się delikatnie, jakby majaczyła, ale nie było to prawdą. To był po prostu... Taki stan rzeczy. Wyciągnęła łapkę, jakby miała nią przesunąć po futrze ciernistego, ale szybko cofnęła ją z dala od czarnego.
- To... był przecież żart, ale ja wiem, że one mi nie wychodzą, więc, wiesz... przepraszam - wyszeptała, jak zwykle przepraszając, głównie po to, by znowu łasić się o aprobatę w jego oczach. Działała chyba zbyt posłusznie, jak na siebie, ale... Postanowiła to nadrobić, nieprzestraszona, ba, nawet zachęcona przez niego dotykiem i zaśmiała się bardzo cichutko. - Pamiętam i jestem niewiarygodnie wdzięczna. Nie potrafisz sobie tego naawet wyobrazić.
Tak długo, jak... Och, to nie jest istotne. Najważniejsze teraz było wstać i powoli podarować mu całusa w policzek, a chwilę potem i w nosek, przekrzywiając delikatnie łeb i niemalże bezwolnie doprawiając jeszcze jednym w szyję. Hej, Rinnie, to nie twoja rola. No i co? Powiesz, że to silniejsze od ciebie? Albo powiesz coś na tyle głupiego, że da ci spokój? E tam, przeżyła to, przeżyje już chyba wszystko... tylko, żeby Gabe się nie odsunął.
- Jeszcze... dlaczego powiedziałeś mi to wszystko o tym, kim jesteś, dopiero wtedy? - oj, oj, oj, co za głupie pytanie. Najważniejsze tylko wciąż przytulać się do niego i darować mu od czasu do czasu całusy. Oj, cokolwiek się stanie po tym wszystkim, nie pozbierasz się do kupy, wariatko.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kruk
Cierniste Ostrze
Cierniste Ostrze
avatar

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Sob Sie 17, 2013 10:55 am

Tak niesamowicie cenił sobie możliwości, którymi bez przerwy chwalił się umysł, że nieomal zgubił dużo prostsze podniety czyhające w swoistej konsumpcji ciała. Uwielbiał czuwać spojrzeniem przeistaczającym się od psychozy w szkliste nad partiami suczej fizjognomii, ubóstwiał czuć, jak pod zwodniczym ruchem miękkiej poduszki i ostrych pazurów zalegujące pod nim istnienie staje się cudownie rozlazłe. Nie będę tutaj nikogo raczyć farmazonami, iż podobne temu wrażenia towarzyszyły karemu jedynie w obecności Rinnie. W swoim pojmowaniu bliskości zbliżał się tokiem rozumowania do niepraktykującego kanibala zachwyconego mięsem, aczkolwiek nigdy nie dość śmiałego, żeby go skosztować. Prawdą będzie jednak, że na tym akurat polu porozumiewali się bezkompromisowo nie ze względu na wymóg Ostrza, a rzeczywiste zgodę obu stron. Bez końca mógł pojedynkować się ze stawianymi przez właścicielkę Iruela potrzebami, idiotycznie zadowolony z każdej, której udało się sprostać, uzyskać bezdźwięczną aprobatę.
- Zupełnie zapomniałem o Twoim poczuciu humoru. Nic nie szkodzi, Rinnelis, ale na przyszłość bądź łaskawa żartować z kwiatka, albo kolejnej nieudanej próbie samobójczej.
Pan drażliwy nie ścierpi przecież żartu na swój temat, uznając go od razu za felerny nawet gdyby w istocie śmieszył mniej zakochaną w sobie część jego natury. Co się zaś tyczy samczej wypowiedzi, od początku do końca naszpikował ją zjadliwą ironią. No. Być może zjadliwą aż do ostatnich trzech słów. Ze stoickim spokojem obserwował zabawy łaciatej z nowoodkrytą substancją, zwijmy ją… kąśliwością. Przecież sam w naprzemiennej surowości, to przyjacielskości do tego poniekąd dążył, cwanie wymienionymi osłaniając oczywiste manipulacje. Dopóki ciepłolubna formowała czasem bardziej, czasem mniej udane kule z eksperymentalnie złośliwych słów niczym z  wielokolorowej plasteliny, nie mógł jej niczego zarzucić. Sprawa przybierała zgoła inny obrót, kiedy nie do końca uświadomiona, a być może uświadomiona, ale ślepo przeprowadzająca reformy na niereformowalnym Gabe`ie , chciała włączyć go do bitwy na plastelinę, podczas gdy on preferował walkę na otrute strzały.
- Zapewniam Cię, że mam niezwykle bogatą wyobraźnię. Kiedy uda mi się wreszcie cię opuścić, co na dobrą sprawę powinienem zrobić parę godzin temu, na pewno uruchomię szare komórki. – posłał jej firmowy uśmieszek Christensena, zaprawiony figlarnością a jednocześnie inną, mroczniejszą emocją. Jakież to męczące, iż dosłownie wszystko, nawet durny uśmiech podlegało zasadzie „to takie zabawne, ale w dalszym ciągu nie wiesz kim jestem”.  Wybuch czułości podsumował przeciągłym, basowym jęknięciem. Los z ironią w pięknym powiedzeniu ironia losu mieli z nich teraz z pewnością ubaw po pachy, biorąc pod uwagę, jak rozpoczęli znajomość ciernia i iskry. Różnica między Rinnelis z tamtych chwil, wojowniczką porywającą się z motyką na słońce, pełną obrzydzenia dla torturującego ją za sprawą pocałunku Gabriela, a tą obecną aż biła po oczach. Jeśli tylko to Godny odpowiadał za zbałamucenie borderki, było to, według gadziny, niezmiernie dobry prognostyk na przyszłość. Pomyślmy tylko o otwierających się co jakiś czas możliwościach, o przeczącym kiwaniu przez dwukolorową pysiem na kolejne niemoralne udziwnienia relacji i późniejszym entuzjastycznym przystawaniu na nie po dokonaniu już jakiegoś mini prania mózgu. Uwiedziony bodźcami chciał przymknąć dla lepszej koncentracji ślipia, ale nijak nie potrafił się zmusić do choćby potrzebnego dla zachowania wygody mrugnięcia. Stal patrzałek dalej odstręczająca zimnem była teraz jednocześnie rozgrzana tak bardzo, że nie polecałabym największemu wrogowi, by spróbował jej dotknąć. Kruk porwał się impulsywnie na słodko-gorzki czyn, wpierw kąsając pas czerni biegnący przez suczy kark, a następnie w ramach rekompensaty całując go żarliwie.
- Zgaduj zgadula… - stara dobra śpiewka znana z dzieciństwa wyglądała wręcz nieprzyzwoicie po zestawieniu jej z mocno sensualnym głosem Christensena. Zgromił ją wzrokiem, jaki jednocześnie mógł być słowami „Uważaj na siebie”, po czym czmychnął stąd, jeszcze dla dopełnienia zabawowego rytuały ochlapawszy niedoszłego topielca rozbryzgiwaną pod naporem cielska wodą.  

A morał z tego taki... Nigdy nie wiesz, kiedy w dupę uszczypną Cię raki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rinnie
Temperament
Temperament


Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Sob Sie 17, 2013 12:01 pm

Co tam chlapanie, przebądź, dziewczynko, jeszcze to jeziorko...
Zaciśniemy ząbki i wyjdziemy, oporni będąc szczególnie na jęki i narzekania bestii ognistej to się nie skończy tak, Rinnelis. Ja ci na to nie pozwolę.
Wiedziała o tym.
Dlatego kiedy już uzyskała formę motyla i przebyła odległość jeziora, uśmiechnęła się blado.
I wyszła.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scar
Beta Lasu
Beta Lasu
avatar

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Pią Sie 23, 2013 5:10 pm

Hopsa, hopsa. Skok za skokiem nadchodził. Jak to on miał w zwyczaju wszystko robić jak najdokładniej, to i teraz, patrzył pod swe rude łapiny jakby się bał zabić choćby drobną mróweczkę.
Skok, skok. Wciąż do przody gnał. Ruda kita zaczepiała czasem o krzewy.
Nie ma czasu do stracenia.
Hopsa, hopsa.

_________________
...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Paige
Pnącze
Pnącze
avatar

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Pią Sie 23, 2013 5:16 pm

No i Biała się pojawiła, a co! Nie ma sensu marnować tak ładnie zapowiadającego się wieczoru. Po za tym, musiała nieco rozruszać kończyny, bowiem siedziała w jednym miejscu... straasznie długo. Oblizała pyszczek, ciesząc się że wreszcie ma pod łapami trawę, a nie ten irytujący piasek, który czepia się sierści jak rzep psiego ogona i włazi tam gdzie nie trzeba.
Uważnie rozglądała się po okolicy, chcąc jak najlepiej zapamiętać każdy szczegół. Kto wie? Może właśnie to zapobiegnie zgubieniu się w przyszłości? Miała też wrażenie, że tu kiedyś była. Albo przynajmniej niedaleko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scar
Beta Lasu
Beta Lasu
avatar

Płeć : Male

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Pią Sie 23, 2013 5:28 pm

Skok, skok.
Dalej brnął przed siebie, teraz już nosek jak mały węgielek trzymał przy ziemi i wciągał trop. A! Jakiś nowy zapach i to całkiem blisko niego. Kita uniosła się w górę niczym anteną i począł kierować się za odkrytą wonią. Oczy wlepione w ziemię, łapka za łapką i bęc...! Wpadł prosto w zadek jakiejś szanownej persony.
- Oh, oh, oh! Lilios. - Mruknął gdy wylądował na tyłku. Szybko owinął sobie łapiny ogonem i wyprostował się jakby było to zamierzone. Złe zagranie, bardzo złe. Nieprofesjonalne!

_________________
...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Paige
Pnącze
Pnącze
avatar

Płeć : Female

PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   Pią Sie 23, 2013 5:33 pm

Okey... to było dziwne. Została nieco popchnięta do przodu, jednak udało jej się zachować równowagę. Tak czy siak, całe to zdarzenie nie podobało jej się. Odwróciła się do lisa nieco poirytowana.
- Lillios. Ale uważaj jak chodzisz, co? - powiedziała doń ciut karcącym głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Łagodny Wodospad   

Powrót do góry Go down
 

Łagodny Wodospad

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Niewielki wodospad leśny
» Wodospad Słodkości
» Wodospad Tysiąca Szeptów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Obce terytoria :: Magiczny Zalądek :: Kraina czterech wodospadów-